Franciszek Dzida

 

czyli historia amatorskiego klubu filmowego Klaps

 

 

 

 

FRANCISZEK DZIDA - OSTATNI Z WIELKICH

 

OSTATNI Z WIELKICH

 

ZAPIS OBYCZAJÓW

 

Bodaj pierwszym filmem Dzidy, który obejrzałem, była „Impreza”. Ten film o pewnej studenckiej prywatce zaskoczył mnie wtedy nasyceniem erotyką. W natłoku jakiegoś przeglądu, na którym przeważały jak to się często zdarzało – mniej lub bardziej sprawnie zrealizowane obrazki, nagle pojawił się film fabularny podejmujący sprawy obyczajowości młodzieżowej. Film wciągający i frapujący. To na pewno, skoro jakoś pozostał mi w pamięci po tylu latach.

Zastanawiające, że od samego początku Franciszek Dzida zdecydowanie wolał kręcić filmy  fabularne, a nie dokumenty. Zastanawiające, bo dokumenty  w ruchu amatorskim można było jednak kręcić łatwiej. Tymczasem Dzida od razu idzie na fabułę. Zdaje się to świadczyć, że od samego początku Dzida nie traktował kina jako chwilowej przygody, lecz widział w nim cel życia, swoją pasję. Widział siebie nie jako amatora bawiącego się filmowaniem, ale po prostu jako reżysera w ogóle, po prostu jako autora. Tymi fabułami na ósemce chciał opowiadać o świecie, a potem o sobie.

Szukając stałych motywów w tych pierwszych filmach Dzidy, można powiedzieć, że jego twórczość zaczęła się od „zapisu obyczajów” młodzieży tamtego czasu w prowincjonalnym miasteczku, to znaczy na początku lat siedemdziesiątych. Jakże często kamera rejestruje prywatki, które przemieniają się w alkoholowe libacje. W ogóle dużo w tych filmach alkoholu i seksu. Bo Dzida nie moralizuje, stara się po prostu zapisywać obyczaje. Ale przecież nie tylko. Nawet w tych pierwszych filmach, jak „Osty” (to w ogóle jego pierwszy film fabularny, jeszcze z roku 1970), „Motyle” czy „Impreza”, szuka w szarej codzienności autentycznych dramatów. Z czasem zaś filmy te stają się głębsze od strony psychologicznej.

Jednak te filmy opowiadające o miłości, samotności, niespełnieniu, o młodych ludziach szukających miejsca dla siebie nie stroniły od erotyki, co w początkach epoki Edwarda Gierka miewało rangę wyzwania. Jak na swój czas, były to filmy czasem drastyczne, podejmujące tematy tabu. Dzisiaj wydaje się niewinne, lecz to dzisiaj, gdy erotyka atakuje nas prawie na każdym rogu ulicy. Natomiast wtedy wzbudzały sporo namiętności, także w samym Chybiu. Wywoływały sprzeciwy i protesty. Nie ma w tych pierwszych fi8lmach właściwie bohaterów indywidualnych, a w każdym razie pojawiają się oni rzadko. To raczej filmy o młodzieży, przeważnie o młodzieżowych grupach. Jest to specyfika pierwszych filmów Dzidy. Zdarza  się, że Dzida posługuje się kontrastowymi zdarzeniami, by skomentować wypadki zapisywane przez kamerę np. w filmie: „Pośród dnia” (już z początku lat siedemdziesiątych), gdzie zabawa alkoholowo-erotyczna zostaje zaraz skontrastowana krótkimi ujęciami tej samej pary bohaterów na ziemi wyjałowionej, dotkniętej erozją. Takie kontrastowe zderzenia, komentujące zdarzenia i obyczaje, zaczynają pojawiać się w filmach Dzidy coraz częściej i co ważne – robione są coraz lepiej, coraz to bardziej precyzyjnie, w miarę jak reżyser nabierał sprawności warsztatowej. Jeśli ogląda się kilkanaście filmów po kolei, można łatwiej spostrzec jak te filmy dojrzewają warsztatowo. Jak stają się coraz bardziej profesjonalne i dojrzalsze. Właściwie wszystkie, prawie wszystkie filmy Dzidy z lat siedemdziesiątych i także z lat osiemdziesiątych traktują o tym samym – o miłości, samotności, cierpieniu i przemijaniu. To są filmy o rozstaniach i niemożliwych powrotach, filmy w coraz bardziej nostalgicznej tonacji. Tyle, że Dzida mniej skupia się na ekscytującej fabule, a więcej dba o nastroje, poszukując wizualnego ekwiwalentu stanu duszy bohaterów. Z biegiem czasu coraz częściej pojawiają się bohaterowie indywidualni.

Filmy Dzidy stają się dramatami psychologicznymi w mikroskali, opowiadającymi o relacjach i uczuciach między mężczyzną i kobietą. Można też dostrzec w tych filmach coraz to bardziej wyraźniejszą fascynację kobiecością, nieraz podszytą mizoginizmem.  Charakterystyczne są tu niespełnienia prowadzące do zerwania związku (jak w filmie „Przez lustro”), a nawet do samobójstwa, jak w przesyconym niepokojącym nastrojem „Wirze” (z 1982 roku). W całej serii filmów Dzida opowiada o uczuciach, które przeminęły. Można o tych filmach powiedzieć, że są pesymistyczne czy wręcz fatalistyczne. Jeśli nie zawsze te filmy są pogłębione psychologicznie, to nieraz nadrabiają braki niepokojącą atmosferą, czasem niebanalną metaforyką czy rozbudowaną sceną plastyczną. Do najciekawszych filmów Dzidy z tego gatunku należy poetycki „Pejzaż niespełniony” z 1980 roku, który jest utworem o charakterze wyraźnie autobiograficznym. W szeregu luźno zmontowanych obrazków film przynosi różne motywy, które ciekawiły Dzidę. W pewnym momencie pojawia się krótkie ujęcie twarzy samego Dzidy z nieco smutnym uśmiechem, poświadczającym to niespełnienie, które jest uczuciem każdego wrażliwego artysty. To film poetycki, refleksyjny, dojrzały w zamyśleniu nad możnościami i niemożnościami kina, które tak bardzo zmieniło życie Franciszka Dzidy.

Z drugiej strony wdaje się chętniej w poszukiwania formalne, co owocuje filmami eksperymentalnymi. Do nich należy film o miłości pod tytułem „Passe partout” gdzie wizualne deformacje obrazu służą opowiadaniu o zdeformowanej wrażliwości miłosnej pary. Do kina eksperymentalnego należy zaliczyć film „Z punktu B do punktu C”, chociaż z pozoru rzecz traktuje o jednej podróży pociągiem z Bielska-Białej do Chybia. I nawet nostalgiczny „Krajobraz miłosny” o Kazimierzu nad Wisłą, gdzie w obrazie znajdujemy refleksję na temat czasu. Można to skomentować w ten sposób, że droga twórcza Franciszka Dzidy w latach dziewięćdziesiątych prowadzi od klasycznej fabuły, której niegdyś poświęcił tak wiele energii, do kina eksperymentalnego, które staje się jego nową pasją.

Minęły lata, dziesięciolecia, a Franciszek Dzida pozostał wierny swojej pasji. Posługując się tytułem powieści Franciszka Scotta Fitzgeralda „Ostatni z wielkich”, w której amerykański pisarz kreśli sylwetkę ostatniego z wielkich producentów pierwotnego Hollywood, można o Franciszku Dzidzie powiedzieć, że jest ostatnim z wielkich twórców dawnego polskiego kina amatorskiego, który pozostaje ciągle czynnym, ciągle pełnym twórczej pasji i działalności animatorskiej. Po prostu: Ostatni z wielkich.

 

Jan F. Lewandowski

 

 

Przy tworzeniu „strony” wykorzystano opracowania tekstowe:

 Anny Herczyńskiej i Franciszka Dzidy z książki „30 lat Amatorskiego Klubu Filmowego KLAPS” w Chybiu (1969-1999).